Został nam miesiąc "wolności"

Został nam miesiąc „wolności”

My tu sobie gadu, gadu, a czas leci. Dawno nie było wpisu o Andrzejku, a tymczasem okazuje się, że na polskiej ziemi pojawić powinien się on najpóźniej za miesiąc. Tak, termin porodu zbliża się nieubłaganie 😉

Wczoraj mieliśmy prawdopodobnie przedostatnią wizytę u ginekologa. Jeśli Andrzej nie będzie się spieszył, bo jeśli przyjdzie do nas wcześniej, to może pozwoli nam zaoszczędzić troszkę pieniędzy 😉 Ciekawe czy jest oszczędny, jak tatuś 😀

  Trzy słowa, które rozwaliły mi mózg

Na wizycie, dzięki Bogu, wszystko ok. Andrzej leży sobie głową w dół, prawidłowo rośnie i przybiera na wadze (waży już ponad 2700g), to więcej niż w dniu swojego porodu miała moja żona. Generalnie wszystko z nim ok, tak samo jak i z Kasią, która pochwalić może się dobrymi wynikami badań krwi i moczu.

  Już po EKG, a jeszcze przed wizytą u kardiologa

Wracając do tytułu. Został nam miesiąc „wolności”. Nasze życie za chwile przewróci się do góry nogami. Przede mną ostatnie chwile na to, aby beztrosko pić piwo, wódkę i robić inne głupoty, na które pewnie nie będę mógł sobie pozwolić przy małym dziecku.

  Pierwsza wizyta i pierwsze USG: bije serduszko!

Ale przecież to tego właśnie tak bardzo chcieliśmy. Więc czekamy na tego malca. Jestem pewien, że uczyni on nasze życie piękniejszym.

4 thoughts on “Został nam miesiąc „wolności””

  1. Zbyszku – życzę Wam spokojnego rozwiązania i wspieraj żonę, jak tylko możesz – to bardzo ważne :):)
    Wiadomo, że początki z dzieciaczkiem często są trudniejsze, potem będzie już z górki – choć to pewnie zależy też od posiadanego egzemplarza 😉

    Trzymam mocno kciuki,
    Kasia 🙂

    1. Dzięki Kasiu. Mam nadzieję, że nasze dziecko nie będzie takim krzykaczem, jakim był tatuś. Tak czy inaczej wszystko co najlepsze, to przed nami.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *