Jeden powód, dla którego staram się nie czytać dziecku książek

Idiota powiesz, debil normalnie. Jak może, jeszcze publicznie, przyznawać się do tego, że nie czyta dziecku książki. No jak może?

Przecież czytanie dziecku książek nie tylko zbliża do siebie dziecko i rodzica, ale też w ogromnym stopniu wpływa na rozwój malucha. Pomaga mu uczyć się nowych słówek, rozbudowuje wyobraźnię, pomaga poznawać świat, ćwiczy pamięć, uczy myślenia, rozwija zdolność mówienia czy zaspokaja potrzeby emocjonalne. Przecież czytanie dziecku książek ma same plusy i trudno zrozumieć, jak można tego nie robić.

Otóż nie można. Dlatego nie napisałem, że nie czytam dziecku książek, ale że staram się tego nie robić. Staram się, bo uważam, że jest coś, co od czytania jest lepsze.

Zaraz Ci o tym powiem, najpierw wyjaśnię jednak jak to u nas jest z tym czytaniem książek.

Wierszujemy sobie 🙂

Post udostępniony przez Młody Tata (@mlodytatapl)


Wystarczy, że zajrzysz na mojego Instagrama, a przekonasz się, że przed książkami spędzamy sporo czasu. Nie pamiętam dnia, w którym Andrzej nie podszedłbym do mnie z książeczką. Nie pamiętam dnia, w którym nie siedziałby u mnie na kolanach słuchając mnie i przyglądając się obrazkom w książeczce.

  Przeprowadzka a dziecko, czyli słów kilka o tym, jak na nowym kwadracie czuje się Andrzej

Za każdym razem, gdy Andrzejek dostaje nową lekturę, to czytamy ją od deski do deski. Później zdarza się to jeszcze raz czy dwa, aż zaczyna nas to nudzić. Pewnie głównie mnie, bo ile razy można czytać to samo? Ja nie wytrzymuję psychicznie i zamiast czytać dziecku książkę zaczynam mu ją opowiadać.

Znając już historię, którą w książeczce przedstawił nam autor jestem w stanie opowiedzieć ją mojemu dziecku w sposób ciekawszy, zwracając uwagę na wiele dodatkowych szczegółów, które można opisać czy dopowiedzieć. Dzięki temu za każdym razem książka jest dla Andrzejka czymś nowym, bo dowiaduje się nowych rzeczy i w innych chwilach potrafię go czymś zaskoczyć.

  Bo pić, to trzeba chcieć. A nie umieć!

Oczywiście, raz na jakiś czas wracam do czytania takiej książeczki. Chociażby po to, aby Andrzej mógł nauczyć się jej na pamięć. Widzę jednak, że moje podejście do książek bardzo mu się podoba.

Jak to rozpoznaję?

Wystarczy wziąć wiersz Lokomotywa, który napisał Pan Tuwim. Wszyscy go znamy. Jest nawet ciekawy, akcja nabiera w nim rozpędu. A mimo wszystko w 70% przypadków nie udaje mi się przeczytać go Andrzejkowi od A do Z bez przerw i bez wychodzenia z pokoju. A uwierz mi, że robię to w taki sposób, aby go zainteresować. Mimo wszystko Andrzej często nie potrafi go wysłuchać i spokojnie posiedzieć. Nudzi go ciągłe trajkotanie coraz szybszym tempem.

  Kiedy zdecydować się na drugie dziecko?

Zupełnie inaczej jest, kiedy siadam i opowiadam mu historię ciężkiej lokomotywy, która ciągnie czterdzieści wagonów zwracając przy tym uwagę na dodatkowe szczegóły, opisując je za każdym razem w zupełnie inny sposób. I pomimo tego, że opowiadanie to zajmuje mi więcej czasu, to Andrzej potrafi spokojnie posłuchać. Z zaciekawieniem.

Ciekawe, prawda? A zatem taki właśnie jest powód, dla którego staram się nie czytać dziecku książek. Zwyczajnie uważam, że ich opowiadanie jest lepsze.

Ale tak jak już mówiłem – czytać czasem muszę, nie tylko po to, aby sprawdzić co mam synkowi opowiadać, ale też po to, aby nauczyć go koncentracji i cierpliwości ;-).

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *